
Rzut karny ratuje Raków w samej końcówce[RELACJA]
2026-04-12
Czerwono-niebieski koncert skuteczności[RELACJA]
2026-04-19Cała piłkarska społeczność pogrążyła się w bólu. Nie w smutku który towarzyszy nam gdy ktoś żegna się z tym światem, tylko właśnie w bólu. I to bólu tak silnym, że ludzkie łzy polały się strumieniem.
Szczególnie społeczność częstochowską dotknęła śmierć Jacka Magiery. Dlatego, że był częstochowianinem i Rakowiakiem z krwi i kości. Był człowiekiem stąd i tu zawsze wracał. Tu, czyli do drugiego domu - na stadion Rakowa i na Jasną Górę, bo był osobą bardzo wierzącą.
Piłkarskie życie rzuciło go do Warszawy, do Legii i tam się zadomowił na dobre. Na całe lata. Ale do domu, do nas, zawsze wracał.
Był zawsze blisko. Był szczególnie wtedy gdy było źle. Gdy ktoś potrzebował pomocy, bo akurat nie było w klubie nawet piłek czy najmłodsze grupy młodzieżowe nie miały w czym grać (bo był taki okres na początku XXI wieku w Rakowie) wtedy Jacek Magiera przychodził z pomocą. Przychodził z pomocą każdemu. Pomagał ludziom związanym z piłką, samym piłkarzom którzy ruszyli w życiową drogę i jak Jacek widział, że ją zgubili i że zaraz dojdzie do czegoś niedobrego to potrafił sprawić, że było widać światełko w tunelu. Był nauczycielem życia dla niejednego utalentowanego zawodnika. Niejeden dorosły też czerpał z jego życiowej mądrości. Był człowiekiem tak porządnym jak, no właśnie kto?
Przykro mi ale ja dziś nie znajdę drugiej osoby którą mógłbym wymienić obok niego. I powiedzieć z czystym sumieniem, że postawiłbym taką osobę w jednym szeregu z Jackiem Magierą, który zmarł przedwcześnie w wieku 49 lat.
Był wyjątkową osoba - nieprawdopodobnie uczciwą i bezinteresowną. Dla wszystkich tego świata, dla tych z pierwszych stron gazet i dla tych o których świat zapomniał miał zawsze dobre słowo, radę, otuchę.
W dzisiejszym świecie, w którym wszyscy wszystko mogą obiecać i niczego nie są w stanie zrealizować czy dokończyć, Jacek Magiera był wyjątkiem. Był wzorem do naśladowania nie tylko moim, ale bardzo dużej, wręcz ogromnej rzeszy ludzi.
Przez tyle lat zaskarbił sobie sympatię i wdzięczność wszystkich tych którzy mieli z nim kontakt większy, mniejszy lub choćby na odległość.
Ale przecież nie był tylko mentorem i pomocnikiem ludzkich spraw.
Był zawodnikiem Rakowa, od trampkarza do pierwszego zespołu grającego w Ekstraklasie, następnie Legii - z którą zdobył największe krajowe laury jakie były do zdobycia.
Grał 99 razy w koszulce z Orłem na piersi. Został mistrzem Europy. do lat 16. Reprezentację Polski do lat 20 prowadził też na mundialu w roli selekcjonera.
Sukcesów sportowych odniósł bardzo dużo. Jak choćby zremisowany 3:3 mecz z Realem w Lidze Mistrzów.
Ale więcej wymieniał nie będę, bo w takich chwilach kopanie piłki schodzi na dalszy plan - mimo, że Jacek zawsze nią żył.
Będąc w Legii poznał żonę - Magdaleną, doczekali się wspólnie dwójki dzieci, 14-letniej córki Małgorzaty i 12-letniego syna - Jana.
Ostatnio mieszkali we Wrocławiu, gdzie wcześniej w Śląsku pracował trener Jacek Magiera.
Jego mama - Barbara odeszła na początku 2021 roku, akurat jej ostatnia droga nastąpiła w tym samym dniu co trenera Rakowa - Gottharda Kokotta, więc niedługo po tym jak pożegnał się z mamą, pojechaliśmy na cmentarz Kule żeby Jacek mógł pożegnać się z trenerem, który umożliwił mu debiut w Ekstraklasie. Dwa lata później w 2023 zmarł ojciec Jacka - Tadeusz, bardzo zasłużony dla RKS Raków. Ostatnie mecze Rakowa w europejskich pucharach komentował jego brat - Marek, a sam Jacek widział z wysokości trybun mecz Raków - Fiorentina.
Znałem się z panem Jackiem myślę, że co najmniej ćwierć wieku. Pierwsze zdjęcie od niego mam z dedykacją z 1997 roku, więc dłużej.
Bywałem u niego w domu, a on w moim. Utrzymywaliśmy stały kontakt, ale częściej na odległość. Taki jest zawód trenera - bardzo często jest daleko od domu, Gdy nie był na zgrupowaniu sportowym, meczu czy treningu to zdecydowaną większość czasu wolnego, którego nie miał dużo poświęcał rodzinie, która była największą jego miłością.
Ale gdy tylko przyjeżdżał na chwilę do Częstochowy, pojawiał się gdzieś na stadionie zawsze znalazł chwilę dla takich jak ja.
Przy czym ja nigdy do niego nie powiedziałem - Jacek. Mimo, że dzieliło nas raptem 6 lat to ja się na to nie godziłem. To był dla mnie autorytet największy z możliwych. Do końca pozostaliśmy w formie - panie Jacku - czy to w rozmowie w cztery oczy, czy w formie telefonicznej czy listownej. Właśnie. Listy to było coś co zawsze najbardziej lubiłem. Wysyłałem do Jacka Magiery listy w których pisałem co u mnie, opisywałem sprawy które mnie weselą i smucą.
Nigdy mnie nie zawiódł, wiem, że innych też nie. Wspaniały facet jakich już nie ma.
Przed Świętami Bożego Narodzenia wysłałem mu książkę na temat historii Rakowa, której jestem współautorem.
W ostatnim okresie był drugim trenerem reprezentacji narodowej. Pracował z Janem Urbanem, człowiekiem którego niezwykle cenił.
Byłem z rodziną kilkanaście dni temu, 31 marca na jego ostatnim meczu. W Szwecji polegliśmy po niesamowitym boju. Podszedł wraz z reprezentantami Polski po meczu pod sektor kibiców gości, a potem wolno udał się w kierunku tunelu w którym schodzi się do szatni.
To było jego ostatnie zejście z boiska.
Po meczu wysłałem do niego krótką wiadomość, napisałem że razem wygrywamy i razem przegrywamy.
Podziękował za dobre słowo.
Ostatni raz Jacek był z synem Jankiem na meczu Raków - Widzew, tydzień temu w Wielką Sobotę.
Wysłałem mu przedwczoraj sms ze zdjęciem na którym przytula swojego syna na trybunach stadionu Rakowa.
Odpisał, że Janek staje się coraz większym fanem Rakowa i zapytał go nawet „czy nie przyszedłby kiedyś pracować do Rakowa?”
I mój ostatni sms do niego :
To świetnie! A praca w Rakowie?
Chyba jest nieunikniona.
Tylko czas nas dzieli.
Pisząc ostatnie zdanie miałem na myśli czas który dzieli nas od tego, kiedy Jacek Magiera zostanie trenerem Rakowa, ale okazało się, że Bóg w którego Jacek Magiera zawsze wierzył miał inne plany na jego drogę. Ta ziemska właśnie się skończyła. Trwała prawie pół wieku i była wspaniała i niepowtarzalna.
Do zobaczenia Panie Jacku, tylko czas nas dzieli.
Michał Cybulski










